Bunt i Sens
Ludzie gapią się w szklane prostokąty. Przesuwają palcem w dół, w nieskończoność, zapijając się cyfrową trucizną. Wszystko dzisiaj musi być gładkie, wyprane z brudu, idealnie skadrowane pod algorytm. Sterylna iluzja. Wobec tego masowego letargu jest tylko jedna racjonalna odpowiedź. Fizyczny opór.
Nie szukam piękna, które lajkuje tłum. Fotografia to dla mnie akt agresji na mijający czas. Wychodzę w miasto jak bezpański pies – to jedyne, co tak naprawdę łączy mnie z Moriyamą – i po prostu wyrywam z mroku (stąd moja ksywka zmroq) surowe kawałki rzeczywistości. Moja maszyna nie służy do robienia pocztówek. Ona rejestruje zderzenie z absurdem.
Camus się nie mylił. Ten świat milczy, a my jak idioci histerycznie szukamy w nim sensu i logiki. Więc przestałem szukać. Przestałem pytać. Zamiast tego, po prostu naciskam spust migawki.
Każda czarno-biała klatka, każde parszywe, ostre ziarno na odbitce to mój osobisty mit Syzyfa. Dowód na to, że patrzyłem. Że stawiałem opór. Że tu, do cholery, byłem. Czas i tak pożre to wszystko, nas też. Ale w tym jednym, brutalnym cięciu migawki... to ja mam ostatnie słowo.